
No prosze, minal dzien i blog jeszcze mi sie nie znudzil. Czasem sam siebie zadziwiam. Ale spoko, pewnie jeszcze dzien, czy dwa i mi sie odechce ;'P
Naprawde polubilem swoj sklep na rogu. Fajne babki tam pracuja [w znaczeniu 'fajne', nie 'fajne']. Zawsze jak przychodze mozna sie z czegos posmiac, po paru odleglych czasowo wizytach kojarzyly mnie juz z twarzy, jak wchodze to mowia 'dziendobry' [i to nie w ten zwykly sklepowy sposob, gdzie kazdemu kto przejdzie przez prog, majac go kompletnie w dupie, tylko odrazu z usmiechem na twarzy] i raz nawet jak nie mialy mi wydac drobnych daly mi rachunek i powiedzialy, ze zaplace nastepnym razem :'P Mimo, ze jest troche dalej od najblizszego sklepu to juz raczej bede tam chodzil. [nie, to nie ma nic wspolnego z tym, ze w blizszym sklepie nie ma piwa ;'P]
Aha, w zielonej misce z poprzedniej notki juz jadlem i wciaz zyje, wiec jak sie zdaje nie jest skazona zadnym nowym rodzajem zabojczego wirusa. [chyba, ze takim, ktory zabija po paru dniach o_O]
over&out
piątek, 29 grudnia 2006
Posted by
Nealor
o
22:14
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz